fbpx

Ostatni post wzbudził emocje i to wcale nie z powodu pana Banasia, ale rozbudzonych nadziei.

Bo wiesz jak to jest: niby widzisz ludzi, którzy sprzedają w internecie i masz już nawet jasność, że to działa. Do tego Twój żołądek co dzień przypomina Ci, że nie żyjesz w zgodzie z sobą i tak naprawdę wolałabyś być gdzie indziej niż jesteś.

Ale rzeczywistość jest jaka jest, do tego każdy z nas siedzi w swojej bańce informacyjnej i naprawdę trudno zobaczyć coś poza nią. Zresztą dowód tego dostałam ostatnio, gdy moja znajoma powiedziała, że pierwsze słyszy o majtkach menstruacyjnych. Ale jak??? (jeśli Ty również słyszysz o nich po raz pierwszy, pogooglaj sobie, warto!)

No więc to było dla mnie ostateczne potwierdzenie, że niby żyjemy na tym samym świecie, ale każdy z nas widzi i wie co innego. I jeśli chcemy pokazać coś komuś z naszej bańki, musimy się naprawdę postarać by zrobić to dobrze. Bo nasza bańka jest realna tylko dla nas. I JEGO/JEJ bańka dla nich. Koniec kropka.

Przebijam zatem bańkę by Ci opowiedzieć w paru słowach, jak zacząć zarabianie w internecie. W sumie to proste (nie mylić z łatwe). Pokrótce robi się to tak:

– wybierasz czym chcesz się zająć,

– znajdujesz grupy tematyczne, orientujesz się na tym rynku, zaczynasz rozmawiać z ludźmi,

– utwierdzasz się w pomyśle (lub go odrzucasz i wracasz do początku)

– planujesz produkt (zwłaszcza na początku nastaw się na interakcje z ludźmi, a nie pasywne zarabianie),

– zlecasz zrobienie strony www (niezbędne w niej: przechwytywanie adresów email dzięki oferowaniu atrakcyjnego prezentu oraz wyeksponowanie problemu, który rozwiązujesz)

– piszesz do swoich odbiorców. Jesteś „jakaś”, dzięki czemu ktoś Cię polubi, ktoś się wypisze (i to też jest ok!) W zależności od swoich preferencji: nagrywasz podcasty, robisz webinary, nagrywasz filmy, dajesz wartość na blogu, prowadzisz social media. Dajesz się poznać (tak przy okazji: godzinę temu bez wahania kupiłam kurs pani, od której uczyłam się na YouTube. Gdy wypuściła mini szkolenie zgodne z moimi zainteresowaniami – nie było powodu się wahać, mimo, że zaburzyło to moją kolejkę kursów do przerobienia 😉)

– oferujesz produkt i sprzedajesz

– udoskonalasz system

I wiedz, że da się zacząć! I dowody na to znajdziesz na każdej kobiecej grupie biznesowej (te nasze babskie lubię najbardziej).

Oczywiście nie zrobisz wszystkiego sama. By sprawy prężnie szły do przodu, dobrze mieć kogoś, kto siedzi w tym od dawna, byś nie utknęła na jakimś drobiazgu. Czyli jak w każdej innej dziedzinie. Gdy potrzebujesz tort – masz do wyboru upiec go sama (jeśli lubisz i umiesz), albo zamówić. I powiedzieć, że najbardziej to byś chciała bezowy, z kremem mascarpone i dodatkiem owoców leśnych (no dobrze, JA bym taki chciała 😉)

Do czego zmierzam?

Ano do tego, że jestem takim cukiernikiem od stron www 😉 Wyjdzie pysznie, obiecuję!

A w kolejnym poście porozmawiamy sobie o miksie stresu , wrażliwości i… uzyskiwanych efektach biznesowych.